poniedziałek, 31 marca 2014

„Winiarskie regiony Francji: Bordeaux”, Dom Bretanii

O Domu Bretanii mieliście okazję przeczytać u mnie już kilka razy :) Tym razem chcę napisać Wam o  spotkaniu, na które wybrałam się by posłuchać właściciela Piwnicy Nadwarciańskiej. Człowiek, który ma ogromną wiedzę o winie i jest totalnie pochłonięty tym trunkiem. Jeśli zaglądacie do mnie regularnie i czytacie moje notki wiecie, że ogromną przyjemnością są dla mnie wszelakie spotkania z pasjonatami :) Tym razem również się nie zawiodłam :)
Spotkanie trwało ponad 1,5 h a oprócz wielu informacji jakie nam przekazano i filmów jakie nam puszczono, zorganizowano dla nas degustację. Degustowane było wino czerwone i białe słodkie. Obydwa pyszne...do dzisiaj pamiętam ich smak :)




Musze przyznać, że bardzo się ciesze, że Mama Tajemniczego powiedziała mi o wcześniejszym wykładzie (pisałam o nim tutaj) w Domu Bretanii. Dzięki temu poznałam to miejsce, a dzieje się w nim bardzo wiele. Jest mnóstwo wykładów (które ja uwielbiam), koncertów, warsztatów...i wszystko za darmo! Tylko głupiec by nie skorzystał :)



Źródło: http://www.obrazki.jeja.pl/tag,wino,6

A czy Wy macie okazję korzystać z takich inicjatyw?

niedziela, 30 marca 2014

Sobota pod znakiem filmów, placka drożdżowego i rolek.

Sobotni poranek doprowadził mnie do wielkiego rozgoryczenia o czym mieliście okazje czytać. Po tym jak zebrałam się rano do lekarza, żeby dowiedzieć się, że dostaję to co sobie mogę samodzielnie zaaplikować, czekałam ponad 30 minut na autobus powrotny do domu.
Nie napisałam Wam hitu wczorajszego spotkania z Panią Doktor. Zaglądając mi w usta zapytała czy ja mam migdały, na co ja zdziwiona, bo naprawdę są widoczne, mówię, że tak, na co Pani Doktor "A...". Jak to określił Tajemniczy, musi być dobra w te klocki :)

Czekając na autobus siedziałam na przystanku w puchowej kurtce, a chłopak obok mnie w krótkich spodenkach i bluzce z krótkim rękawkiem...i jeśli macie ochotę mnie zapytać-nie, nie było mi gorąco. Doczekałam się wreszcie na autobus i wróciłam do domu.

Byłam strasznie zła na ten cały układ i nowiny o jakich się dowiedziałam...dla relaksu włączyliśmy film. Poprzedniego dnia, trafiliśmy na dobre filmy ale ciężkie...


"The Colony"


Film opowiadający o ludziach żyjących w podziemiach, ponieważ nastała wieczna zima. Miasta zostały zasypane. Oczywiście film uderza w powszechny konsumpcjonizm i ewentualne jego skutki dla planety, na której żyjemy.
Nie jest to jakieś super dobre kino ale myślę, że jak się ma czas, zobaczyć można.


"The Butler"


Wspaniały film ze wspaniałą obsadą. Opowiada o problemach czarnoskórych ludzi w XX wieku. Dużo wątków historycznych, np. dotyczących Kenned'ego czy Kinga. Do tego pokazana walka młodych ludzi, którzy nie zgadzają się z systemem, który mówi, że są oni gorsi niż biali...Bardzo poruszający film....Zawsze kiedy oglądam filmy związane z tak wielką nienawiścią na tle rasizmu, zastanawiam się, jak to się stało, że coś takiego pozwala nam zapomnieć o tym, że bez względu na kolor skóry, wszyscy jesteśmy ludźmi. Nie ma lepszych czy gorszych.
Film o bardzo podobnym wydźwięku to film "Służące", który jest wspaniałym filmem, bardzo mnie poruszył, kiedy oglądałam go pierwszy raz:

"The Help"



"Blue Jasmine"

Tego filmu chyba nikomu nie muszę przedstawiać. Wśród moich znajomych wszyscy dawno już go widzieli. Ja nie byłam do końca przekonana, czy chcę na to iść do kina. W końcu przestali grać ten film i nie poszliśmy. Za to oglądaliśmy go wczoraj, w domowym kinie i naprawdę było warto. Wspaniały film, świetna rola Kate, wcale się nie dziwię, że otrzymała Oskara...zagrała naprawdę wspaniale!!

Natomiast sobota stała pod znakiem znacznie lżejszych filmów:


"Ani słowa więcej"


Zabawny film. Świetna rola głównej aktorki. Naprawdę ubawiłam się na tym filmie. Lekki, przyjemny, z dobra grą aktorską, pokazujący relację samotnej matki z córką i jej przyjaciółmi, relacje damsko-męskie, relacje rozwiedzionych rodziców a także relacje zatrudniających z pokojówką. 


"Uziemieni"
Francuski film, więc gdy tylko usłyszałam oryginalny język stwierdziłam, że nie ma co, oglądamy. Tajemniczy nie był zainteresowany, a mnie ten film bawił. Głupawy ale zabawny, śmiałam się momentami w głos. Czasami warto się odmóżdżyć :)


Znaleźliśmy tez czas na odwiedzenie Babuni z plackiem drożdżowym, własnoręcznie zrobionym (dla jasności to Tajemniczy robił, a nie ja), zresztą wyszedł Mu ten placek wyśmienicie!! Babuni bardzo smakował, tak samo jak mi:)




Po tym obżarstwie, Tajemniczy stwierdził, ze idziemy spalić kalorie-na rolki :) I poszliśmy. Z racji mojej słabej jeszcze kondycji, nie byliśmy za długo/za daleko ale zawsze to jakiś ruch...:) Dzisiaj obudziłam się szalenie wyspana, już dawno nie spałam tak dobrze. Może to z powodu tego ruchu wieczorem?


sobota, 29 marca 2014

Polska "Służba" Zdrowia-rozgoryczenie sięga zenitu.

Wiem, że temat mocno chwytliwy, z gatunku: "na co Polak chętnie pomarudzi" ale muszę to napisać. 

Po 3 dniach zdychania z powodu bólu głowy, wstrętnego kataru, który zmienia kolor z zielonego na żółty i odwrotnie, kaszlu, który nie daje mi spać i czuję, że to, co się odrywa w trakcie kaszlu, odrywa się razem z moją krtanią, strasznego bólu oczu ze światłowstrętem włącznie, zdecydowałam się skorzystać z "pomocy doraźnej". 

W trakcie rejestracji dowiedziałam się, że nie jestem ubezpieczona (say what?????!!!!!!!!!!!:O). Pani powiedziała mi, że bez obaw-przyjmą mnie bez problemu ale muszę koniecznie sprawdzić co się dzieje w swoim oddziale ZUS (dzisiaj to raczej nie jest możliwe-sobota). Czy ktoś z Was kiedyś próbował dodzwonić się do swojego oddziału ZUS? Ja próbowałam miesiąc temu, do 3 w Poznaniu, kilkanaście razy dziennie, bez skutku...Potem gdy już weszłam  do lekarza i opisałam co mi jest, wraz z moimi wszystkimi wydzielinami, ich kolorami, brakiem snu itd. Pani Doktor stwierdziła, że przepisze mi ibuprom zatoki na ból głowy, sól morską na katar i krople na kaszel...no tyle, to ja sobie sama "przepisałam" i regularnie aplikuję od środy...Porażka.

Tak własnie w Polsce wygląda opieka. Już nie wspominając o tym, że zapewne teraz będę musiała się użerać z tym cholernym ZUSem, żeby się dowiedzieć co jest grane...

piątek, 28 marca 2014

Weekendowe wspomnienia: bardzo aktywny piątek

W piątek rano (i nie mam na myśli dzisiejszego dnia) obudziłam się, nie wiedzieć dlaczego, z poczuciem, że wszystko jest nie tak, jak powinno. Po porannym bieganiu Tajemniczy powiedział mi o konferencji, która miała miejsce na Wydziale Matematyki i Informatyki UAM. Oczywiście miałam już plan na ten dzień...zdecydowałam jednak, że być może jak tam nie pójdę zmarnuję jakaś szansę...
Rano zawiozłam próbkę Babci Tajemniczego do kliniki, a potem od razu w tramwaj i cel Morasko. Mając na uwadze, że nigdy tam nie byłam to na miejsce trafiłam błyskawicznie :) Pomogła mi bardzo miła studentka. W trakcie rozmowy powiedziała, że kampus jej się bardzo podoba.




Konferencja była ogólnie rzecz ujmując o przedsiębiorczości. Można było spotkać się z przedsiębiorcami odnoszącymi sukcesy, szkolącymi studentów a także ze specjalistami, który przyznają pożyczki na otworzenie działalności w ramach różnych programów. 
Z racji, że dowiedziałam się o konferencji na 1,5 h przed jej rozpoczęciem, nie miałam zbyt dużo czasu by zapoznać się z programem. Niestety spóźniłam się także na uroczyste otwarcie, którego dokonał profesor ze Stanford: Piotr Moncarz (kolejny pasjonat, którego słuchało się bardzo przyjemnie, pomimo tego, że nanotechnologia to nie moja dziedzina). 

Nie zarejestrowałam się przez internet ale mimo wszystko zostałam wpuszczona na konferencję i otrzymałam komplet materiałów. 


Materiały konferencyjne


Identyfikator z programem konferencji 

Muszę przyznać, że jestem pod wielkim wrażeniem organizacji tego przedsięwzięcia. W roli osób obsługujących konferencje wystąpili studenci UAM. Bez nich, to nie byłoby to samo. Otwarci, zawsze pomocni, udzielający wszystkich potrzebnych informacji. Wszystko było rewelacyjnie rozwiązane: ciągi komunikacyjne, organizacja przerw kawowych i śniadaniowych, przestrzeń na organizację warsztatów...Naprawdę organizatorzy nie jednej wielkiej konferencji mieliby czego się od nich nauczyć...A oto kilka zdjęć:


Studenci bez których ta konferencja miałaby zupełnie inną jakość

Tomasz Czapliński "Sam pomysł to nie wszystko. Jaką drogę trzeba przejść by osiągnąć w biznesie sukces"

Wojciech Przygocki - "Pomysł - plan - kapitał"
Po warsztatach oraz krótkiej przerwie odbył się pierwszy panel dyskusyjny "IDEA - success stories". Od lewej: Dariusz Walczak, Piotr Kopras, Maciej Kalkowski, Krzysztof Jassem oraz Anna Czerwoniec.

Piotr Kopras, Przemysław Kopras, Jerzy Ostrowski "Bezzałogowe statki powietrzne - drony i ich wpływ na rozwój technologii i gospodarkę"
Warsztaty The Marshmallow Challenge
Uczestnicy Warsztatu The Marshmallow Challenge

Profesor Piotr Moncarz, Stanford University 

Więcej możecie zobaczyć na FB albo na stronie UAM do czego zachęcam :)

Konferencja trwała prawie do 17:00 i powiem Wam, że bardzo się cieszę, że miałam okazje tam być. Wiele się dowiedziałam, usłyszałam wiele historii :) Naprawdę warto było poświęcić ten jeden dzień :)

Od razu po konferencji biegłam na tramwaj, ponieważ w innej części miasta miałam umówione spotkanie. Przybyłam nawet wcześniej i korzystając z czasu zamówiłam zupę (cały dzień na jednym smoothie i ciastkach to jednak trochę mało). Spotkanie odbywało się w restauracji Radhe Vega. Miało charakter zawodowy choć dzisiaj wiem, że nie przyniesie mi to żadnych korzyści. Mimo wszystko było miło, a zupa rozgrzała mnie baaaardzo :)




Od razu po spotkaniu, szybkim krokiem do tramwaju, z tramwaju do domu. Małe przygotowanie, do tramwaju i do Blue Note. Byłam tam pierwszy raz. Wybrałam się na koncert Bernarda Adamusa.





Przyznam szczerze, że po otrzymaniu wejściówek nawet nie sprawdzałam jaki to rodzaj muzyki. Wymienione instrumenty zainteresowały mnie na tyle, że stwierdziłam, że idę w ciemno :) I naprawdę to była bardzo dobra decyzja. Po 30 minutach dołączył do mnie Tajemniczy.
Ja chcę płytę Bernarda Adamusa!
Co interesujące jest to człowiek, który urodził się w Polsce, z której wyjechał mając 3 lata. Teraz mieszka w Quebecku w Kanadzie. Wspaniale mówi po polsku, włącznie z naszymi trudnymi "sz", dź" i innymi :)
Koncert był naprawdę wspaniały i wart posłuchania, pomimo tego, że przez cały czas staliśmy, bo nie było miejsc siedzących (wszystkie stoli,ki były zarezerwowane).
Oto kilka naszych zdjęć:







Przepraszam Was za ich jakość ale jak na zdjęcia robione telefonem, w całkowitej ciemności, z odległości kilku metrów, to myślę, ze i tak jest nieźle :)

Poniżej jeszcze kilka krótkich filmików:


video



video



video



video



Ostatni kawałek jest zdecydowanie moim faworytem :)

Więcej możecie zobaczyć na www klubu jazzowego Blue Note. A ja Wam bardzo polecam wybranie się na koncert tego artysty, jeśli będziecie mieć okazję. Muzyki Bernarda można także posłuchać na YT


A Wy? Lubicie chodzić na koncerty?

środa, 26 marca 2014

Andrzej Burzyński, Instytut Rozwoju Osobistego KOAH

Pisałam Wam o moich wrażeniach z pierwszego wykładu otwartego na Uniwersytecie Ekonomicznym. Zniechęcił mnie on bardzo ale nie na tyle, by nie dać szansy innym. Z wielką nadzieją, prawie się modląc szłam na kolejny wykład. Bardzo wierzyłam, że jego jakość będzie znacząco inna. Nie pomyliłam się.

Źródło: http://www.zo.ue.poznan.pl/

Jak widzicie wyżej, wykład był o tym, że warto zacząć budowanie biznesu od pasji. Początkowo Pan Andrzej sprawiał wrażenie takiego zawstydzonego podtatusiałego mówcy (pierwsze wrażenie). Muszę jednak powiedzieć, że był ubrany bardzo odpowiednio do okazji (w przeciwieństwie do poprzednika). Kiedy się odezwał to miałam spójność wizerunku (niestety). Jednak już po 3 minutach mówienia wiedziałam, że to będzie zupełnie inaczej spędzone 1,5h.
Na początku Pan Andrzej podziękował wszystkim za poświęcony mu czas (pamiętacie kto ostatnio zrobił coś takiego w gronie studentów na wykładzie otwartym?? Ja nie). Wspaniały mówca, dowcipny, ze wspaniałym poczuciem humoru (sala śmiała się w głos, a niektórzy nawet płakali ze śmiechu!!). Rewelacyjnie przygotowany pod każdym względem: odpowiednio ubrany, odpowiednio mówił do grona przed jakim stał, ogromna wiedza merytoryczna i znajomość tematu jakim się zajmuje, pewność siebie (ale nie nadmierna), a do tego ogromna otwartość na dialog. Myślę, że znaczna większość sali o ile nie wszyscy mieli poczucie, że ten człowiek, przyszedł dla nas, a nie odwrotnie. 

Jestem zachwycona tym wykładem. Bardzo się cieszę, że nie dałam się zniechęcić :)

Pan Andrzej prowadzi swoją stronę: http://www.koah.pl/
Prowadzi także swojego bloga: http://www.andrzejburzynski.pl/
Możecie go także zobaczyć na YT w akcji: https://www.youtube.com/watch?v=fZMi0s8lECY
Możecie także posłuchać audycji z jego udziałem: http://www.kontestacja.com/?p=episode&program=36

Gorąco zachęcam do kliknięcia w linki :)

wtorek, 25 marca 2014

Smoothie: szpinak, banany, ananas, chlorella

Kolejny przepis na pożywne napój albo śniadanie (jak w przypadku Tajemniczego). Ponieważ świeży szpinak, kupowany w torebkach szybko się psuje, kolejne smoothie z tą właśnie zieleniną w składzie :)

Potrzebne będą:
- 100 g listków szpinaku
- 1/2 dojrzałego ananasa
- 2 dojrzałe banany (miękkie, z plamkami na skórce)
- 4g chlorelli (opcjonalnie)

Na samym początku do blendera wkładamy szpinak, potem kolejno ananas, chlorellę i banany. Wszystko oczywiście pokrojone na kawałki (poza liśćmi i chlorellą, którą my dodajemy w tabletkach). 

A oto jak wygląda tym razem nasze smoothie:








Zapewne chlorella nie jest Wam wszystkim znana. Jest to glon należący do gromady sinic. Najczęściej, występuje w Afryce Centralnej. 
Jej dobroczynne działanie dla człowieka wynika z wysokiej zawartości:
- białka (pozwala na wzrost masy mięśniowej oraz utrzymanie zdrowego kośćca), 
- tiaminy (pomaga w utrzymaniu funkcjonowania układu nerwowego na optymalnym poziomie, a co za tym idzie w utrzymaniu prawidłowych funkcji psychologicznych i funkcji serca), 
- ryboflawiny (dzięki niej nasze błony śluzowe są utrzymane w dobrym stanie), 
- niacyny (zmniejsza uczucie zmęczenia i znużenia, pomaga w prawidłowym funkcjonowaniu układu nerwowego oraz utrzymaniu odpowiedniego metabolizmu), 
- cynku (odpowiada za prawidłowy metabolizm węglowodanów, pomaga w prawidłowej syntezie białka i odpowiednim funkcjonowaniu układu odpornościowego, dzięki niemu włosy, skóra i paznokcie są w dobrym stanie), 
- żelaza (dzięki niemu produkcja krwinek czerwonych i hemoglobiny jest na odpowiednim poziomie, a transport tlenu w organizmie jest optymalny, przyczynia się także do zmniejszenia uczucia zmęczenia i znużenia), 
- chlorofilu oraz kwasu linolowego. 

Wypróbujecie ten przepis?

poniedziałek, 24 marca 2014

Śniadanie z prasówka w tle.

Nadrobiłam mniej ambitne czytelnicze pozycje :)

Bardzo polecam w gazecie VIVA styczeń wywiad z Maciejem Zieniem, który zrobił na mnie ogromne wrażenie, ciekawy wywiad z Weroniką Rosati czy Izabelą Olchowicz-Marcinkiewicz. Nie jest to gazeta, za którą ja przepadam i którą kupuję, ale jak już dostanę to poczytam. Ten numer bardzo pozytywnie mnie zaskoczył.

Do przeglądnięcia miałam jeszcze dwa numery AVANTI oraz jeden HOT.




Oczywiście po raz kolejny na śniadanie owsianka ze znanymi Wam już dodatkami i herbata Roiboos :) Uwielbiam poranki, kiedy mam czas spokojnie zjeść, zrobić prasówkę czy poczytać książkę. Nie ukrywam, czuję się dobrze z faktem, że doświadczam takiego luksusu, jakiego nie doznawałam wcześniej. 

sobota, 22 marca 2014

Pożegnanie.

...
Jestem wolnym człowiekiem.

Takie miałam w pracy pożegnanie.

Czas wyjść poza strefę swojego komfortu i rozwijać się, skoro firma nie jest w stanie mi tego zagwarantować...



Bukiet zjedzony, smakował tak sobie. Gdybym go sama kupiła, żałowałbym ale jako prezent, ujdzie. Kiedy go zobaczyłam, przypomniało mi się, jak kupiliśmy podobny Mamie Tajemniczego: 


Takie słodkie bukiety bez problemu zakupicie w EMPIKu. Jest to dobre rozwiązanie jeśli długa droga przed Wami.

piątek, 21 marca 2014

Chleb domowego wyrobu!

O tym, że Tajemniczy jest mistrzem kuchni pisałam Wam tutaj. Kilka dni temu, wpadł na pomysł upieczenia chleba. Wyszukał przepis i zabrał się do pracy. Jakbyście chcieli zapytać-nie, nie mamy formy do chleba, był on pieczony w misce z IKEA, która okazała się nie być naczyniem żaroodpornym :)
Chleb został zrobiony na mące razowej, z dodatkiem pestek z dyni, które upieczone zyskują zupełnie inny smak :)

Tak oto wyglądał nasz chlebuś:







Jego skórka, wprost po upieczeniu była obłędnie chrupiąca. Chleb bardzo smaczny, choć trzeba popracować nad przepisem, bo smak drożdży jest w nim mocno wyczuwalny. Tajemniczy planuje zrobić ten chleb na zakwasie :) W tajemnicy Wam napisze, że już nie mogę się doczekać :)

Kto z Was poza Devinette próbował piec chleb?

czwartek, 20 marca 2014

Piotr Szaradowski, „Haute couture i kobiety: Modelki i muzy paryskich projektantów”.

Jakiś czas temu zadzwoniła do mnie Mama Tajemniczego, informując mnie, że niebawem całkiem blisko mnie dobędzie się interesujący wykład o modzie. Wstęp wolny :)
Mieliśmy wtedy wyjechać. Wyjazd się przesunął więc stwierdziłam, że wykorzystam okazję i wybiorę się do Domu Bretanii 




Wykład był prowadzony przez Pana Piotra Szaradowskiego, który jest kuratorem wystawy "Elegancja-Francja. Z historii mody XX wieku". Widać, że jest to człowiek, dla którego praca jest pasją :) Słuchałam go z wielką ciekawością i zaangażowaniem. Uwielbiam takich mówców :) Będą jeszcze wykłady, które Pan Piotr poprowadzi więc jeśli kogoś z Was interesuje moda, a jesteście z Poznania lub okolic, to zachęcam do monitorowania strony Domu Bretanii na bieżąco :)

Pan Piotr prowadzi także bloga, a dodatkowo jest na FB :)

Wejdź i przeczytaj! :)

środa, 19 marca 2014

Najlepszy weekend+zakochałam się!!

To był jeden z najlepszych weekendów, choć nie mam na myśli tego ostatniego weekendu. Miałam cały czas poczucie, że jesteśmy razem, robimy coś razem i te dwa dni, kiedy obydwoje jesteśmy w domu, są w pełni dla nas.

W piątek Tajemniczy wrócił wcześniej z pracy, co można ze spokojem uznać na Święto rangi narodowej (serio, to nie żart). Zjedliśmy pyszny obiad, który zrobiliśmy razem. I nie były to sztampowe ziemniaki z czymś tam i surówką, tylko faszerowane, pieczone cukinie, o których pisałam Wam ostatnio. Po zjedzeniu obiadu, zobaczyliśmy dwa filmy:


"Układ"
film pokazujący jak łatwo można śledzić każdego z nas. Szczególnie w Anglii.  To jednak nie jest najgorsze. Najgorsze w tym filmie jest to, że pokazuje jak system jest niestabilny-nie ma sprawiedliwości na świecie, jak to mawiała moja Mama, jakkolwiek by to nie brzmiało, tak jest. 
Zobaczcie ten film, warto.




"Miłość po francusku"
Komedia. Ja kocham filmy francuskie, szczególnie kiedy są z napisami i mogę słuchać francuskiego (jakby ktoś się zastanawiał-nie nie znam tego języka ale uwielbiam go słuchać, szczególnie, kiedy słowa są wypowiadane w epicentrum emocjonalnego zawirowania). Film mówiący o czymś, co jest obecnie na czasie-związek starszej kobiety z młodszym mężczyzną (serio, nawet w gazie "Moda na zdrowie" o tym czytałam więc coś jest na rzeczy). Zabawny, dobrze zagrany, lekki. Tego mi było trzeba :)



Sobota minęła nam leniwie na oglądaniu filmów, zakupach dla znajomych i późniejszej wizycie u nich. Tym razem też postawiliśmy na komedie, na która zresztą chciałam iść do kina:

"Millerowie"
Pewnie czytaliście już tyle recenzji, że nie ma szczególnego sensu, żebym ja się o tym wypowiadała :) Napiszę więc tylko tyle, że ubawiłam się na tym filmie. Lekki i przyjemny z ładną Jennifer :)



Znajomi zaprosili nas już dawno, tylko jakoś jeśli ja nie mam numeru telefonu do osoby zapraszającej, to te wszystkie spotkania oddalają się w czasie. Wzięłam się więc za ten temat, korzystając z okazji, że tydzień wcześniej, widziałam się ze znajomą Tajemniczego, która ponowiła zaproszenie:)
Kupiliśmy dobre wino do kolacji, a dla Pani domu, która kocha storczyki, mniej znany gatunek tej przepięknej rośliny :)







Byliśmy pierwszymi gośćmi w ich nowo wybudowanym domu. Było to pierwsze miejsce, urządzone w stylu mono-chromatycznym, surowym w którym czułam się tak dobrze...Nie zmieniłabym tam nic, jeśli chodzi o ciągi komunikacyjne w kuchni czy dobór kolorów. I pierwszy raz widziałam kuchenkę gazową, która mnie oczarowała!! Dom z zewnątrz wygląda nieszczególnie i raczej pomyślałam: "to co będzie w środku?". A w środku dom jest bajeczny, idealnie odpowiada moim gustom. Z marszu mogłabym się tam wprowadzić. Pomimo tego, że nie wszystko jest skończone, np. nie ma oświetlenia górnego a dominujące kolory to czarny, biały i szarość to czułam tam "ciepło". Wiecie, czasami wchodzicie do jakiegoś wnętrza i czujecie się tam dobrze, ja własnie to czułam. Zakochałam się w tym domu. W połyskujących frontach szafek, czarnych kaflach na podłodze, kamiennym blacie kuchennym, kuchence gazowej z wielkim dodatkowym palnikiem (na którym ja robiłabym bigos albo rosół w naszym wielkim garnku), a łazienki...to jest mistrzostwo świata jak oni mają zrobione brodziki!! Ach musielibyście to zobaczyć, jestem zachwycona, i do dzisiaj cały czas mam ten dom przed oczami....oczarowało mnie także wieeeelkie okno...wyższe ode mnie i szerokie na chyba trzy metry...oczami wyobraźni widziałam ten ogródek, zieloną trawę i siebie, chodzącą tam na boso...Do dzisiaj gdy wspominam ten dom, myślę WOW!! Jest naprawdę przepiękny...

Spotkanie trwało prawie do 2:00...ja w ogóle nie odczuwałam płynącego czasu, mogłabym tam siedzieć i siedzieć (a to w moim przypadku rzadkość, bo zmęczenie najczęściej objawia mi się bólem głowy, a jak ten się pojawi, to praktycznie nie funkcjonuje). Tajemniczy był już zmęczony, szkoda, bo ja naprawdę chętnie pozostałbym dłużej w tym wspaniałym wnętrzu, w fajnej atmosferze :)

W niedzielę byliśmy na spacerze w lesie. Zaliczyłam kilka km na boso :) Ptaki śpiewają bardzo donośnie, pojawiało się też kilka kapuścianych motyli :) Wiosna zmierza do nas wielkimi krokami...Po spacerze zjedliśmy wspólny obiad, zobaczyliśmy kilka filmów...Mamy także zgrany 5 sezon serialu Breaking Bad więc jestem prze-szczęśliwa :)



Oprócz serialu widzieliśmy także:

"Mój przyjaciel wróg"
Film wcale nie lekki. Opowiadający o tym, jak wiele można stracić, kiedy dla kogoś władza jest najważniejsza. Pokazuję siłę woli, wiarę i dążenie do celu nawet u 12-letniego dziecka. 


Tajemniczy stwierdził w poniedziałek, że weekend, który ma dwa dni to zdecydowanie za krótko. Co mnie zszokowało, bo ja mówię o tym od kilku już lat, a on dopiero teraz...(a uwierzcie mi, to coś znaczy).

A Wy? Widzicie trzydniowy weekend czy to dla Was zbyt wiele?

wtorek, 18 marca 2014

Faszerowana cukinia dla wegetarianina :)

Elfica, coś specjalnie dla Ciebie!! Banalnie proste danie, szybko się je robi, nie wymaga wiele zaangażowania :)

Do wykonania całego obiadu potrzebne będą:
- cukinie
- marchewki
- jedna duża pietruszka
- ziemniaki
- opcjonalnie kawałek selera
- jedna cebula
- sos pomidorowy/pasta
- ser żółty (opcjonalnie)
- natka pietuszki
- sól, pieprz
- opcjonalnie oregano/przyprawy prowansalskie/kminek
- sok z cytryny
- cukier

Jak to zrobić?
Ziemniaki kroimy na kawałki, wrzucamy do miski, w której jest mikstura z przypraw i 3 łyżek oleju (to naprawdę wystarczy, trzeba tylko dobrze wymieszać ziemniaki), mieszamy, wrzucamy do piekarnika, na ok. 40 minut (najlepiej w ceramicznej formie).

Marchewki, seler, pietruszkę trzemy na tarce, na największych oczkach.
Cześć użyjemy do wypełnienia cukinii, a część do surówki do obiadu :) Dodamy do niej także soli, pieprzu, łyżkę soku z cytryny oraz szczyptę cukru, najlepiej ksylitolu lub stewii jeśli posiadacie :)

Cukinie pozbawiamy miąższu (ale nie wyrzucamy, bo będzie nam potrzebny). Nie obieramy jej ze skórki, przycinamy końcówki (jak w bananie).

Cebulę siekamy i podsmażamy lekko na patelni, gdy się zeszkli dodajemy miąższ usunięty z cukinii i smażymy dalej, dodając powoli sosu pomidorowego lub pasty oraz przypraw.

Gdy już wszystko podsmażymy, wypełniamy naszą magiczną miksturą cukinie (należy dodać tego sosu więcej, bo woda odparuje w piekarniku) i wkładamy do piekarnika (najlepiej w ceramicznej formie), na ok. 35 minut. Pięć minut przed końcem pieczenia, posypujemy serem żółtym (opcjonalnie).

I to by było na tyle!! Pyszny zdrowy obiad!







Ktoś ma ochotę wypróbować?;>

poniedziałek, 17 marca 2014

Wakacje 2014.

Już od kilku lat nie mieliśmy urlopu. Pewne zadania, które sobie postawiliśmy sprawiały, że albo Tajemniczy nie mógł wyjechać albo ja. Mieliśmy problem z synchronizacją. Ja myślami od jakiegoś czasu jestem na wakacjach, na wyjeździe motocyklowym w pięknej Gruzji. W ramach planowania tego wyjazdu (mentalnie i nie tylko) zakupiłam Tajemniczemu w prezencie na nasza rocznicę przewodnik oraz dobre wino :)




A Wy? Jakie macie plany na wakacje?

sobota, 15 marca 2014

Fryzjer idealny? Studio Fryzur BIBIUTI, Kupiec Poznański, Fryzjerka Magda

Czasami każdej z nas zdarza się wizyta na ślubie, jubileuszu czy innej imprezie, na której chcemy wyglądać dobrze. Często wiąże się to z wizytą u fryzjera, kosmetyczki czy zakupieniem odpowiedniego stroju. Szczególnie, kiedy te imprezy odbywają się w tym samym/podobnym towarzystwie. Nie chcemy przecież, żeby na kilku imprezach, ci sami ludzie widzieli nas w tej samej stylizacji.

Z okazji Rubinowej Rocznicy Ślubu, o której pisałam Wam wcześniej, wszczęłam poszukiwania fryzjera, który uczesze mnie tak, bym czuła się odpowiednio. Kiedyś miałam dobrą fryzjerkę ale zmieniła zakład i nie mam już z nią kontaktu. A szkoda, bo to była jedyna osoba, która potrafiła tak nakręcić mi włosy, żeby loki się trzymały :)
Poszukując trafiłam na Studio Fryzur BIBIUTI. Problem polegał na tym, że na wizytę u fryzjera, musiałam się umówić w niedzielę, a większość salonów, mieszczących się poza centrami handlowym, w tym dniu nie działa. Zapisałam się na wizytę i szłam trochę z duszą na ramieniu. Bardzo ciężko zmieniać mi fryzjera, kosmetyczkę, dentystę, lekarza czy kogokolwiek, kto świadczy mi jakieś usługi i jestem z nich zadowolona. Zawsze obawiam się, że trafię na złą osobę. Mam też negatywne doświadczenia, związane z takimi zmianami więc moje obawy nie do końca są nieuzasadnione.




W Studio Fryzur BIBIUTI trafiłam na Fryzjerkę Magdę (nie bez powodu "FRYZJERKA" piszę z wielkiej litery). Niepozorna, szczuplutka, drobniutka osoba, która nie zabije nas swoją paplaniną bez sensu. Na wizytę wybrałam się ze zdjęciem. Gdy dowiedziałam się, że fryzura nie będzie idealnie odwzorowana, zaczęłam się zastanawiać, czy wyjdę zadowolona...Nie rozmawiałyśmy zbyt dużo-ja nie jestem typem gaduły, a Fryzjerka Magda jest bardzo skupiona kiedy pracuje. Obserwacja osoby, która jest tak mocno skupiona to wspaniałe doświadczenie. Zawsze sprawiało mi to przyjemność, patrzenie na to, jak bardzo ludzie są zaangażowani w swoją pracę.
Faktycznie, fryzura nie była idealna, jak ze zdjęcia-była znacznie lepsza! Ta kobieta jest szalenie kreatywna, ma wspaniałe wyczucie estetyki i nikt, nigdy w moim całym życiu, nie wpinał mi we włosy szpilek i wsuwek tak delikatnie jak ona...ani jednej nie czułam...Do tego była w trakcie robienia fryzury bardzo delikatna, tylko rozczesanie włosów było nieco bolesne ale nikt moich włosów nie potrafi rozczesać delikatnie, nawet ja sama. Ja nie należę do klientek, które łatwo zadowolić (i dotyczy to wszystkiego) ale to co zrobiła ta Fryzjerka to mistrzostwo świata i do tego nie siedziałam dłużej niż godzinę...To co ważne, absolutnie nie pożałowano mi wsuwek i szpilek, a już kiedyś mi si e to zdarzyło i fryzura zaczęła się sypać, zanim dojechałam na imprezę. A przecież nikt z nas nie płaci za efekt, który trwa dwie godziny.

Oto ile miałam żelastwa w głowie:




Studio wygląda tak:




Reasumując: jestem ze spotkania z Fryzjerką Magdą szalenie zadowolona, jestem zachwycona jej pracą, podejściem, profesjonalizmem, kreatywnością i chęcią usatysfakcjonowania klienta. Wybitnie czułam, że Jej głównym celem jest to bym wyszła zadowolona, co wbrew pozorom wcale nie jest takie oczywiste, bo już nie raz byłam u fryzjera, który wolał zrobić mi na głowie to co widział oczami wyobraźni, niż zrobić, to czego ja chcę.
Jestem zachwycona do tego stopnia, że już do tej Fryzjerki zadzwoniłam z podziękowaniem, mam też zamiast napisać  pochwalny list do szefa/szefowej ale najpierw muszę się dowiedzieć jak się nazywa aby móc wysłać list :)

A czy Wy macie fryzjera godnego polecenia?

czwartek, 13 marca 2014

Mateusz Puszczyński, Lider Zespołu Social Media w Dziale Marketingu Allegro.pl

Ponad dwa tygodnie temu otrzymałam link od Tajemniczego, dotyczący wykładów otwartych.  Wysłał mi link do jednego ale zaintrygowało mnie to i zaczęłam szukać. Znalazłam cały spis, włącznie z opisem ach jakiego programu zorganizowano takie spotkania.
Pierwszy wykład na jaki trafiłam prowadził Mateusz Puszczyński, Lider Zespołu Social Media w Dziale Marketingu Allegro.pl. Wykład dotyczył budowy marki w mediach społecznościowych. Poszłam z wypiekami na twarzy, bo to przecież pracownik Allegro.pl to wie co mówi, ma doświadczenie itd. Tak, teoretycznie. Praktycznie Pan Mateusz jest po biologii (co to do cholery za zwyczaj, że do działu marketingu zatrudnia się chemików i biologów?) i nie byłby to wielki problem, gdyby nie fakt, że jego wiedza merytoryczna o przedmiocie jest ******** niska. I nie zrozumcie mnie źle, nie twierdze, że nic nie wie i niczego nie potrafi. Potrafi i wie ale szału nie ma. Uważam, ze na takim stanowisku, wiedza powinna być znacznie szersza, a umysł otwarty. Tego szczególnie mocno wymaga się od Lidera Zespołu. Braki w podstawowej wiedzy, to coś niedopuszczalnego.


Źródło: http://www.zo.ue.poznan.pl/archiwum_13_14.php

Nie pamiętam, kiedy tak bardzo byłam rozczarowana czyimś wykładem. Nie dowiedziałam się absolutnie niczego. No, może oprócz tego, że ludzie z Allegro.pl nie muszą robić badań, bo oni patrzą i wiedzą (magicy?). Żadne poważne, duże, światowe firmy nie działają bez badań - google, apple, coca-cola i wiele innych...Dziwi mnie, że tak podstawowe rzeczy nadal trzeba tłumaczyć, mamy przecież XXI wiek...

Moja opinia na temat firmy Allegro.pl znacząco spadła po tym wykładzie...

Miałam wielka nadzieję, że ten wykład nie będzie tym, który zainauguruje poziom kolejnych. Na całe szczęście, nie pomyliłam się :) O kolejnym wykładzie, na którym miałam okazje być, napisze już niebawem. I to będzie totalnie inny wpis :)

A Wy? Lubicie chodzić na wykłady?



środa, 12 marca 2014

Smoothie: burak, awokado, pomarańcze

Wasz odzew na przepis dotyczący smoothie zaskoczył mnie. W pozytywnym sensie. Dlatego postanowiłam, ze pojawi się kolejny :)
Tym razem, do przyrządzenia smakowitego koktajlu, potrzebne będą:
- 1 burak
- 1 awokado
- 2 małe pomarańcze 


Do blendera dodajemy pokrojonego na kawałki buraka, awokado, a na sam wierzch 

pomarańcze. 




Dodajemy potrzebną ilość wody (w zależności ile litrów chcecie uzyskać) i miksujemy do uzyskania jednolitej masy. Nam wyszło 1,5 L koktajlu :)
A oto efekt finalny przy śniadaniu :)






Wypróbujecie?
Jak Wam smakowało poprzednie smoothie?