czwartek, 31 stycznia 2013

Czy są drogi na skróty?

Film przedstawia realia lat sześćdziesiątych. Główną dohaterka jest Jenny (Carey Mulligan), która wedle planów swoich rodziców ma podjąć studia na elitarnym Oksfordzie. Poznaje męzczyznę  Davida (Peter Sarsgaard), dwa razy starszego od siebie. Przystojny, elegancki, pociągający i zamożny. Szybko zdradza się romans. On obiecuje, że nauczy ja miłości i życia, ona cieszy się na możliwości, jakie daje jej obcowanie z takim człowiekiem i jego znajomymi. Większośc jej koleżanek nie ma wstepu tam, gdzie ona bywa codziennie. 
W którymś momencie młodziutka Jenny staje przed wyborem: życie z Davidem albo studia.

Film pokazuje, że zawsze jest jakaś droga na skróty. Zazwyczaj ejst bardzo kusząca. Jednak nie zawsze wybranie właśnie tej drogi, jest dobrym rozwiązaniem, choć pozornie, nie ma lepszego. 

Naprawdę warto zobaczyć. 

Chętnie przeczytam Wasze opinie na jego temat :]

wtorek, 29 stycznia 2013

Fryzjer godny polecenia.



Jakiś czas temu wzięłam udział w konkursie, w którym można było wygrać próbkę pewnego produktu (pisałam o tym jakiś czas temu) od Galeria Image. Próbkę wygrałam i z produktu-maseczka do włosów z serii Mythic Oil Loreal-jestem bardzo zadowolona. Początkowo myślałam, że będzie to podróbka jedwiabiu. Jednak okazało się, że to znacznie lepszy produkt. Ma bardzo subtelny zapach, bardzo dobrą konsystencję (gęsta) a włosy są po nim tak miekkie i tak cudownie się układają, że nie wyobrażałam sobie, że z moimi włosami będzie to kiedykolwiek możliwe. 

Fakt, być może moje włosy układają się lepiej, bo tego samego dnia skorzystałam z usług fryzjerskich (mycie, strzyżenie, modelowanie z użyciem produktów z serii Mythic Oil). Młody mężczyzna, który mnie obcinał, niewątpliwie zna się na swojej pracy. W zasadzie chciałam tylko podciąć końcówki. Ostatecznie mam mocne cieniowanie, z którego jestem bardzo zadowolona-jeszcze nigdy nie wyszłam od fryzjera tak usatysfakcjonowana. Zawsze miałam cieniowane włosy ale nigdy nie w taki sposób.

Odwiedziłam w Poznaniu kilka salonów. Jednak żaden nie zadowolił mnie tak, jak ten. Miła atmosfera, pracownicy odnoszą się z dużym szacunkiem do klienta, przyjemny wystrój wnętrza i profesjonalista, który zajął sie moją głową (swoją drogą-bardzo nie polecam salonów TRENDY, szczególnie tych 2 na Polance,  pracownicy okropnie traktują tam klientków i nie chodzi mi tylko o gesty i słowa-szarpią za włosy, przypalają używając prostownicy, używają na potęgę maszynek do ścinania zamiast nożyczek oraz degażówek, które bardzo niszczą włosy).

Jeżeli zastanwiacie się dokąd się wybrać ja polecam Galeria Image.

A Wy macie kogoś do kogo macie pełne zaufanie w tym temacie?

poniedziałek, 28 stycznia 2013

Czytadło.



Weekend minął mi w dużej mierze pod znakiem czytania. Chciałam skończyć czytać, szczególnie dwie pozycje, bo są pożyczone.

Jedna to praca magisterska mojej koleżanki na temat zarządzania zasobami ludzkimi (swoją droga, powinien ją sobie wbić do głowy nasz poprzedni szef).

Druga to pozycja pożyczona z byłej pracy (pisałam o tym, że można sobie tam wypożyczać książki, branżowe czasopisma albo filmy, jednak w tej ostatniej kategorii nie znalazłam niczego ciekawego) "Nowe wyzwania globalizacji. Podziały, homogenizacja i efekt motyla"Warszawa 2012) pod redakcją prof. Piotra Płoszajskiego.

Trzecia pozycja nie korciła mnie ze względu na to, że trzeba ją oddać ale dlatego, że byłam ciekawa czego nowego się dowiem. Nie dowiedziałam się bardzo wiele ale może dlatego, że dużo już wiem :] Jednak czytało mi sie miło, tym bardziej, że Monika Jurczyk to pierwsza personalna doradczyni w zakupach w Polsce (podobno). Książka "Bądź boska. Osobista stylistka radzi" to lektura przez krótą można przebrnąć bardzo szybko. Ładnie wydana, a i cena nie jest zbyt wysoka ( ok. 29,90zł). Atutem tej ksiązki jest to, że nie ejst tylko o ubraniach czy sylwetkach ale zwiera elementy motywujące. 


Natomiast dzisiejszy dzień, był bardzo pracowity-intelektualnie i fizycznie. Tak się nasiedziałam przed komputerem, że rozbolały mnie plecy. Na ten ból dobrze podziałałay moje dzisiejsze dwa treningi:D Miałaś rację Devinette było dzisiaj ciepło, ąz miło było iść z przystanku na siłownię:D


A Wam jak minął weekend?

niedziela, 27 stycznia 2013

SALE!


Korzystając z promocji odwiedziłam sklep Bennettona. Wiem, że mają ubrania bardzo wysokiej jakości ale kupno jednego sweterka za 250zł to dla mnie mało realne. Wiem, że są dobre surowcowo, że mają bardzo dobre barwniki, które nie są toksyczne ale mimo wszystko ich ceny nie są na moją kieszeń. Za to ceny promocyjne, jak najbardziej :]
Zakupiłam u nich zimową kurtke puchową (niestety nie było już czerwonej ale wybrany kolor też jest dobry), a do tego wełnianą tunikę, właściwie dla mnie to sukienka. Z długim rękawem i otworkami na kciuki, żeby dłonie nie marzły jak się czyta albo pracuje przy komputerze:] Kurtki jeszcze nie sprawdzałam ale mam płaszcz puchowy tej samej firmy więc wiem, że się nie zawiodę. Natomiast z tuniką, od kiedy ją kupiłam absolutnie nie mogę się rozstać! Rewelacyjna-ciepła, nie rozciąga się, nie drapie. Na szkoleniu myślałam, że się w niej ugotuje (firma dba o swoich pracowników i nie skąpi na grzniu w salach).





Obydwie rzeczy grosze nie kosztowały alenaprawdę warto było je kupić. Zastanawiam się, czy na próbę nie kupić jakiegos t-shirtu w przecenie u nich, żeby sprawdzić ich jakość.

A Wy? Korzystaliście już z przecen ?

sobota, 26 stycznia 2013

Nowy członek rodziny!

Od jakiegoś czasu jest z Nami nasz nowy członek rodziny. Po rozterkach związanych z adopcją, przeglądaniem strony internetowej, czytaniem atykułów itd. czara sie przelała i stwierdziłam, że nie ma na co czekać. Tym bardziej, że okres adaptacji będzie łatwiejszy dla wszystkich w momencie, kiedy ja jeszcze jestem w domu.

Nasza Ruda jest bardzo spokojna. To nie najmłodszy kot, chociaż stara też nie jest. Jej poprzednia opiekunka śmieje się, że zdarza jej się zapadać na cały dzień w sen zimowy i faktycznie lubi leżeć i spać.




Przez pierwsze dwa dni była bardzo ostrożna...Teraz już się nas tak nie obawia, poznała wszystkie kąty, rozkład dnia (który za chwilę się zmieni) i znalazła sobie kryjówki. Zabawne jest kiedy siedzi pod łózkiem, myśląc, że jej nie widzimy i zupełnie nie robi na niej wrażenia, kiedy przechodzimy obok. Za to, kiedy idziemy wprost do niej gdy np. leży na łóżku woli się schować niż dopuścić do konfrontacji. Potrzebuje jeszcze czasu. Jak się domyślamy, jest to kociak po przejściach.

Mam jednak nadzieję, że będzie jej u nas dobrze, a moje ciało zaakceptuje ją tak, jak moje serce :]

Choć pojawił się katar, który jest niepokojący...

piątek, 25 stycznia 2013

A może tak...coś słodkiego?



Od jakiegoś już czasu nie mam tak wielkiej ochoty na słodycze jak kiedyś. Raczej prefe
ruję owoce. Jeżeli jednak dostanę coś w prezencie, absoultnie tym nie pogardzę, wręcz przeciwnie. Ostatnio za wyświadczenie przysługi koledze, dostałam czekoladki. 
Nigdy nie byłam wybrednym smakoszem czekolad (choć słodkość milki jest dla mnie zdecydowanie zbyt wysoka), muszę jednak przyznać, że te czekoladki, naprawdę smakują zupełnie inaczej :] Czuć w jedwabistej delikatności tej czekolady, że ewidentnie są to słodkości z wyższej półki i absoultnie nie są nadmiernie przesłodzone.


A Wy? Jakie czekoladki lubicie najbardziej?



Dopisek:
Film o którym pisałam dwie notki wcześniej, można teraz kupić w okazyjnej cenie w sklepie EMPIK.

czwartek, 24 stycznia 2013

Kto? FOTOGAJEK!

Przez ostatnich kilkanaście tygodni dosyć często odwiedzałam fotografa. A to takie zdjęcia, a to siakie. Bo do każdego dokumentu inny rozmiar...Nie lubię chodzić do fotografa i robić sobie takich zdjęć, bo zazwyczaj wyglądam na nich dziwnie (o biometrycznych nie wpsominam-na nich wszyscy wyglądamy jak kryminaliści).

Zapytałam koleżankę, jakiego fotografa w centrum poleca. Poleciła mi Zakład Fotograficzny Fotogajek przy ul. Karamarskiej 1 (rejon Placu Wielkopolskiego i Starego Rynku).

Poszłam choć nie nastawiałm sie ani negatywnie ani pozytywnie. Rzeczywiście wielkim plusem było to, że zdjęcia były do odbioru po 35 minutach. Za każdym razem, kiedy sytuacja wymagała zrobienia zdjęcia miałam migacze na brodzie. Nie musiałam mówić fotografowi jakie to ważne, żeby dokonał korekty :]
Mężczyzna po 40-stce na pewno. Szalenie sympatyczny, ma charakterystyczną wymowę. Bardzo cierpliwy, z poczuciem humoru, działa szybko i naprawdę jest bardzo miły i profesjonalny. Za każdym razem zdjęcia miałam niewiele później jak po 30-stu minutach. REWELACJA! A ceny takie same jak wszędzie.

Jeśli szukacie na terenie Poznania naparwdę dobrego fotogbrafa, który szybko świadczy usługi (można też wywowłac u Niego zdjęcia, wysyłając je mailem) to ja szczerze polecam!

A Wy? Macie fotografa, który sprawia, że wychodzicie na zdjęciach lepiej niż zwykle?

środa, 23 stycznia 2013

Co wybierasz?

W zeszłym tygodniu oglądaliśmy film "The Lady". tytuł absolutnie nie zapowiadał ani tematyki filmu ani emocji jakie we mnie wbudził.
Zaczyna się w takis sposób, że widać, że porusza ważny i zarazem trudny temat. Trwa ponad dwie godziny i można w jego trakcie się naprawdę nieźle spłakać.





Aung San Suu Kyi, bohaterka filmu jest córką znanego dowódcy Aung Sana, który walczył o uznanie Birmy, za państwo niezależne od Wielkiej Brytanii. Ostatecznie niepodległość Birmy ogłoszono oficjalnie już po jego śmierci.Jednak wszystkie jego działania zawsze na uwadze miały człowieka. Tytułowa bohaterka jako jego córka, spędzala z nim dużo czasu i była bardzo kochanym dzieckiem. Postawa jaką wykazywał jej Ojcec, nauczyła ją wielkiego szacunku do Ojczyzny oraz ludzi, a także spokoju i otwartości na problemy innych.Suu Kyi jest kobietą wykształconą na kilku kierunkach. Swoje życie znacznie bardziej związała z nauką-wyszła za mąż za brytyjskiego nauczyciela akademickiego Michaela Arisa. Mieli dwoje dzieci. 

Aung San Suu Kyi nie mogąc patrezc na to, co dzieje się w jej Ojczyźnie, w 1988 roku załozyła opozycyjną partię Ligę na rzecz Demokracji (NLD). Ewidentnie poszął w ślady ojca, choć absolutnie nie chciała działać w strukturach politycznych. Dzięki działaniom NLD została podjęta decyuzja o pierwszych wolnych wyborach, w których jej partoia zdobyła 82% głosów ludności. Jednak pomimo tego, trudy jej działalności w walce o demoktracje sie nie skończyły. Panujący wówczas reżim nie uznał wyników wyborów, a na  Aung San Suu Kyi nałożył areszt domowy, skutecznie utrudniając jej jakikolwiek kontakt z rodziną (maż jak i dzieci nie dostawali wiz, nie miała w swoim domu telefonu, często także prącu i nie mogła pisac litsów). 

W związku ze wszystkimi działania dla dobra narodu, 
 Aung San Suu Kyi  dostała pozwolenie na start w wyborach do parlamentu. Ponownie odniosła sukces, którego nie można nazwać jedynie sukcesem politycznym. Na 45 mandatów, jej partia zdobyła 43. Z dniem 2.05.2012 została zaprzysiężona jako deputowana do parlamentu.

Nie można tez nie wspomnieć o tym, że w 1991 została laureatką Pokojowej Nagrody Nobla
 oraz Nagory im. Sacharowa przyznawanej przez Parlament Europejski bojownikom o prawa człowieka. Niewątpliwie ten tytuł bardzo jej pomógł w dalszych działaniach, głwnie dlatego, ze poprzez nadanie tego tytułu nie groziła jej utrata życia, a o sytuacji Birmy dowiedział się cały świat. UNESCO w 1992 rtoku przyznało jej Nagrodę im. Simóna Bolívara, a w 1993 władze Indii przyznały jej Nagrodę im. Nawaharlala Nehru . Rok 1997 był rokiem przyznania tytułu doctora honoris causa Uniwersytetu Karolaw Pradze
. Zaledwie trzy lata później Bill Clinton przyznał jej Medal Wolności. A to jeszcze nie koniec...

Naprawdę bardzo polecam ten film. Do dzisiaj się zastanwiam, czy ja mając do wyboru Rodzinę lub Ojczyznę wybrałabym tak, jak 
Aung San Suu Kyi.

                                                                          A Wy?



wtorek, 22 stycznia 2013

O białym puchu słów kilka.



Taki był ostatnio widok za oknem-biało, że wszystko wydaje się być za mgłą. 
Wcaoraj jak wróciłam do domu byłam biała. Na całe szczęście nie miałam zrobionego makijażu, bo wyglądałabym cośkolwiek śmiesznie :]


Z jednej strony cieszy mnie ten śnieg (bo nie musze rano wychodzić z domu), a z drugiej strony za chwilę zaczne dojeżdżać i chyba radość pryśnie. Generalnie śnieg mnie cieszy, kiedy siedzę w ciepłym domu z gorącą herbatą pod kocem, a w piecu się pali-dokładnie jak teraz :]

A Wy lubicie śnieg?

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Adopcja.

Od dłuższego już czasu się nad nią zastnawiamy. Jedną mamy za sobą i niestety nie była pomyślna. Ze względu na moją bardzo silną reakcję alergiczną, musieliśmy oddać kotka, któremu bardzo chcieliśmy dać dobry dom (kot zabrany z podwórka, atakowany przez inne koty i odrzucony przez matkę). Okazało się, po tym jak wzięliśmy tego kotka do siebie, że mam bardzo silną astmę , a wcześniej miałam kota przez 16 lat (pomijając dwa poprzednie, które miałam)! Byłam zszokowana zaistniałą sytuacją. Okazało się, że alergia na kota, nie oznacza, że w ogóle nie moge go mieć. Na jednego mogę mieć reakcję alergiczną, a na drugiego nie.

Od tamtego czasu nie pojawił się u nas żaden kociak. Mamy obawy, że moja astma znowu sie odezwie. Jednak z dnia na dzień coraz częściej o tym myślę. Chcę podjąc ryzyko i spróbować. Po tygodniu posiadania kota będę mieć pewność czy jestem na niego uczulona czy nie. Z drugiej jednak strony, stawianie skrzywdzonego kota (chcemy adoptować z fundacji lub schroniska) w tak stresującej sytuacji (zabieranie do nowego miejsca i ewentualne oddanie, zanim jeszcze zdąży się zaadoptować) nie jest dobrym rozwiązaniem. Nie chciałabym, żeby kot, który już cierpiał, cierpiał z powodu człowieka ponownie. A przecież on nie zrozumie, że wina leży po mojej stronie. Odczuje tylko, że ktoś go wziął i oddał.





Jest taki jeden kociak, którego chcielibyśmy u siebie. Ma ponad 4 lata więc ciężko mu będzie znaleźć dom i to jest główny powód dlaczego chce akurat tego (ludzie wolą ładne, młode, słodkie zwierzaki niż starsze-takie dorosłe nie są już tak atrakcyjne).  Chce dać szanse kociakowi, który jej za bardzo nie ma z racji wieku, wyglądu czy tego, że choruje i wymaga nieco innej opieki niż zupełnie zdrowy kociak.

Zanim jednak zaadoptujemy kotka, musimy sprawdzić dobry hotel. W razie wyjazdu na wakacje, nie chcę się zastanwiać czy powierzyłam go dobrej opiece-chcę być tego pewna. Niestety nie mamy nikogo, kto mógły kotka doglądać lub ewentualnie zabrać do siebie podczas naszej nieobecności.

Muszę zbadać teren, przemyśleć pewne sprawy-znaleźć optymalne dla kota rozwiązania i wtedy spotkać się z opiekunem. Choć przyznam, że bardzo bym chciała, żeby teraz tutaj spacerował albo leżał obok mnie na kanapie.
Koty to wspaniałe, wdzięczne i bardzo wierne zwierzęta. Najchętniej przygarnełabym ich kilka. Jednak na razie to niemożliwe. Chcę stworzyć bardzo dobre warunki chociaż temu jednemu.

A Wy? Adoptowaliście kiedykolwiek zwierzęta?

niedziela, 20 stycznia 2013

Kolejna polska wydmuszka.

Zapewne każdemu z Was zdarza się doświadczać w pracy różnych absurdalnych sytuacji. Ilość i "jakość" (siła) absurdalnych sytuacji w  mojej pracy przerosła wszystkich już jakiś czas temu.

Jestem osobą, która jak czegoś nie wie, ma za mało ifnormacji albo zwyczajnie coś jest nie tak, preferuję rozmowę. Jestem daleka od czytania w myślach czy wypatrywania odpowiedzi w szklanej kuli. Zdecydowanie wolę dialog, konkretne polecenie i jasność sytuacji niż bezskuteczne usiłowanie porozumienia telepatycznego z jasnowidztwem w tle. Jednak w miejscu gdzie pracowałam, taka postawa nie spotkała się z poytywną reakcją, wręcz przeciwnie. Szef, któremu zadawałam pytania (nie znając na nie odpowiedzi) był rozgoryczony, że dopytuję o szczegóły o których on nie ma pojęcia.

Spotkałam się z taką ilością absurdów, brakiem kompetencji, brakiem kultury, brakiem umiejętności komunikacji, straszeniem i mobbingiem, że przez całe 15 lat moich doświadczeń zawodowych nie nazbierałoby sie tego tyle ile doświadczyłam w mojej (obecnie już poprzedniej) pracy. Nie byłam tam długo, jednak w żadnym innym miejscu nie widziałam tak wystraszonych, zdemotywowanych, pozbawionych nadziei i chęci do działania ludzi. Sytuacja w której tkwiłam świetnie nadaje się do PIPy (łamane były przepisy prawa pracy wobec wszystkich pracowników w moim zespole) i dziennikarstwa śledczego. Nie ukrywam też, że byłyby z tego całkiem niezły felieton.

Będąc tam trzy tygodnie i patrząc na to wszystko, zaczęłam usychać. Stałam się nieszczęśliwym człowiekiem. I niedawno ktoś powiedział kilka zdań (nie wiedząc w jakiej jestem sytuacji). Wróciłam do domu, położyłam się do łóżka, wróciłam do tych kilku wypowiedzianych zdań. Tak, doszałm do wniosku, jestem nieszczęśliwa. Zresztą była temu poświęcona jedna z poprzednich notek. Decyzja podjęta. Złożyłam wymówienie, wszyscy, z pracownikami, moim szefem i prezesostwem włącznie byli w szoku. Spodziewała sie tego tylko jedna osoba, która nie była z działu i obserwowała sytuację z boku. Powiedziała, że obstwiała, że zrezygnuję tydzień wcześniej, bo jestem zbyt ambitna i zorganizowana na to miejsce, a poza tym nie mam tutaj żadnych możliwości rozwoju co faktycznie jest prawdą. Nie nauczyłam się tam niczego...

Przykre tylko jest to, ze to firma która ponad 20 lat jest na rynku, a od 2006 roku jest na Giełdzie. Takie informacje wywołują w człowieku poczucie bezpieczeństwa i nadzieję na normlane, godne warunki pracy oraz pewność, że spotka się tam kompetentnych ludzi. Niestety, nie sprawdziło sie nic, kolejna firma wydmuszka...

sobota, 19 stycznia 2013

A Ty walczysz?

Dzisiaj postanowiliśmy, do śniadania, odpalić film. Jesteśmy zaopatrzeni w dość dużą ilość GB więc póki jest czas, trzeba z tego korzystać.
Film "The First Grader" jest historią człowieka, który ucierpiał, z powodu przynależności do danego plemienia. Znamy historię Rwandy, gdzie walczyły ze sobą plemiona Tutsi i Hutu, na skutek działań politycznych. Ta historia jest podobna, rozgrywa się w Kenii. Ludzie, którzy przeżyli wiezięnie w obozach jeńców brytyjskich pamiętają o przeszłości. Główny bohater pamięta o zdarzeniach które przeżył każdego dnia. Stracił żonę i dwójkę malutkich dzieci. Uszkodzono mu słuch, zmiażdżono czaszkę, okaleczono ciało. Kimani N'gan'ga Maruge jako 84-latek przychodzi do szkoły dla dzieci, ponieważ chce nauczyć się czytać i pisać. Uważa, że pióro (czyli umiejętność pisania i czytania) jest władzą i jeżeli człowiek chce walczyć o swoje prawa i czuć się bezpieczenie, musi czytać i pisać.





Film zrobiony w bardzo ciekawy sposób. Pokazuje dwa światy-młodośc głównego bohatera, który był więziony oraz starość, kiedy chce się uczyć. Droga do edukacji, z różnych powodów nie leżących po jego stronie, nie jest łatwa.

Człowiek, który widział w nauce sens, był zdeterminowany, cierpliwy, uparty, skrupulatny i wierzył w to, że może coś zmienić wygłosił mowę w ONZ dotyczącą edukacji.
Zmarł mając 89 lat na raka żołądka.

piątek, 18 stycznia 2013

Czym jest miłość?

Ostatnio dużo tutaj piszę o książkach i o tym, że nie mam tyle czasu na czytanie ile chciałabym mieć. Wzięłam udział w akcji "czytaj w tramwaju". Przez cały zeszły tydzień czytałam książki w drodze do pracy czy z pracy albo na siłownie i w drodze powrotnej. Przeczytałam w ten sposób dwie książki. A dodam, że do pray jadę tylko 20 minut, a na siłownię 10.

Książka, którą skończyłam czytać wczoraj, jest autorstwa mojego absolutnego guru Lwa-Starowicza. Jedna z trzech w tej serii, która cieszy się olbrzymim powodzeniem.  Pozycja która opowiada o różnych rodzajach miłości, akceptacji, empatii, opiece nad drugą osobą, odpowiedzialności oraz roli jaką w naszym życiu odgrywa seks.
Bardzo wszystkim polecam!

                                                                Dziękuję Kochanie za ten prezent :*

                                                        A Wy? Lubicie dostawać książki w prezencie?

czwartek, 17 stycznia 2013

Polska rzeczywistość?

Niedawno miałam okazję porozmwiać z moimi współþracownikami odnośnie ich płacy. Zaczęło sie od tego, że już 15 dni mają zpóźnioną wypłatę. Jak poczekają jeszcze chwilę, wypłata przejdzie im na kolejny miesiąc (mówimy o wypłacie za grudzień). Od słowa do słowa, rozgoryczeni tą sytuacją koledzy i koleżanki opowiadali mi o tym. Wiadomość jaka do mnie dotarła na koniec mnie zmroziła!
Wiecie ile oni zarabiają? Ludzie w dziale sprzedaży, w dziale obsługi klienta, pracujący 7h dziennie, wykonujący swoją pracę, pracę garfików, informatyków, gońców, dziennikarzy, osobistych sekretarek szefa...zarabiają 650zł miesięcznie!!! 650 zł misięcznie!!  To wychodzi niewiele ponad 4zł/h!! Przecież za takie pieniądze, w dużym mieście można jedynie wynając pokój. Nie starcza na nic więcej, na opłaty, jedzenie, dojazdy do "pracy", że już nie wspomnę o rozrywkach.

Początkowo obiecywano im zupełnie inne warunki. Obecne tłumaczą brakiem pieniędzy. Ci ludzie pracują tak już kilka miesięcy, cały czas mając nadzieję, że w przyszłym miesiącu dostaną taką wypłatę, jak z nimi ustalono na rozmowie kwalifikacyjnej...

wtorek, 15 stycznia 2013

Co przyciągasz?



Kiedy budzimy się rano zazwyczaj mamy jakieś wyobrażenie jak przebiegnie nam dzień. Gdy mamy dużo spraw do załatwienia, stresujący egzamin lub ważne spotkanie w pracy, zazwyczaj nasze myśli są negatywne. Raczej spodziewamy się, że się nie uda, że będzie ciężko, że pojawią się trudności-wręcz oczekujemy tego, czego najbardziej chcielibyśmy uniknąć. A chyba nie muszę pisać jak ważne jest pozytywne nastawienie :] Kierujmy się maksymą z obrazka-to pomaga! Przyciągajmy do siebie to, co chcemy przeżyć, a nie to czego się obawiamy.
Ja mam dzisiaj bardzo ważne spotkanie-idę na nie z takim nastawieniem!

A Wy? Jakie macie myśli po otworzeniu oczu?

poniedziałek, 14 stycznia 2013

Jak wielkim egoistą jesteś?



Wielu z nas żyję przeszłością. Wspominamy chwile, które zdarzyły się kiedyś, nie mogąc się pogodzić z faktem, że to już minęło i prawdopodobnie nigdy nie wróci (dziecięca beztroska, wiara w Gwiazdora, która powodowała niewyobrażalną radość, możliwość pójścia na wagary w szkole, czego nie wolno nam robić w pracy). Czasami wspominamy też złe chwile, złoszcząc się na siebie, że pozwoliliśmy komuś, by nas skrzywdził. Zdarza się też, że te wspomnienia wiążą się z poczuciem winy (gdybym wiedział, że to się tak skończy”, „gdybym wiedział, że kogoś to tak zrani”). Rzadziej ale jednak, żyjemy przyszłością (jak będę dorosły to zrobię tak i tak, jak skończę, studia to zrobię to i to, jak będę mieć dobrą pracę, to kupię samochód, jak będę mieć stabilną sytuację zdecyduje się na dziecko itd.)

Tak niewielu z nas żyje teraźniejszością. W ogóle się na niej skupiamy. Nie myślimy o tym co jest teraz. A właśnie bycie tu i teraz jest najważniejsze bo wpływa na to jacy będziemy w przyszłości i co faktycznie uda nam się zrealizować z założonych planów. Dlatego bardzo często robimy to co nas unieszczęśliwia, poświęcamy czas ludziom, którzy nie dają nam radości, z którymi relacje nie są dla nas satysfakcjonujące, wartościowe. Robimy wiele rzeczy bo wypada albo nie robimy bo nie wypada...Zapominamy, że to my powinniśmy być dla samych siebie najważniejsi. Tak-trzeba umieć być egoistą i zadbać o siebie, bo nikt nie zrobi tego lepiej niż my sami. Dobrze, jak w ogóle mamy obok siebie kogoś, kto podejmie się zrobienia tego za nas. Nie wiem tylko czy wówczas należy się uważać za szczęśliwca (bo ma się przy sobie taką dobrą duszę) czy za pechowca (bo nauczenie się dbania o siebie jest wtedy znacznie utrudnione). Oczywiście nie chodzi i skrajną postawę egoistyczną ani altruistyczną-należy znaleźć złoty środek. Wiem, że nie jest to łatwe, czasami zabiera nam bardzo dużo czasu, czasami jest okupione bardzo trudnymi decyzjami, których skutki powodują ból. Jednak w ostatecznym rozrachunku, sprawia to, że jesteśmy szczęśliwsi i nie pozwalamy na to, by kto nas skrzywdził.

A Wy? Potraficie być egoistami w trosce o siebie?



niedziela, 13 stycznia 2013

Czy Wasz dom ma duszę?


O tym, że lubię czytać pisałam niedawno. Z Waszych komentarzy wynika,ze Wy też, choć zdarza się, że robicie to kompulsywnie. Kiedy zamieszkałam z Tajemniczym brakowało mi miejsca na wiele moich rzeczy, wiele w mieszkaniu chciałam zmienić. Co jest naturalne-kiedy pojawia się nowy człowiek przestrzeń się zmienia. Bardzo brakowało mi biblioteczki na książki-jednej, dużej porządnej, która pomieści wszystkie pozycje książkowe. Ponieważ była to duża inwestycja, trochę musiałam na nią poczekać.




Znalazłam taką jaka mi się podobała, do kompletu naszych mebli w salonie. Mieści wszystkie książki i moje i Tajemniczego, choć widzę, że niedługo zabraknie w niej miejsca. Nie wyobrażam sobie nie posiadać w domu swoich książek. Dla mnie dom bez książek jest domem bez duszy, one muszą być w domu. Bardzo mnie irytuje kiedy ktoś nie szanuje książek, nie tylko wtedy gdy dotyczy to mojej własności ale ogólnie. Dlatego z moim byłym toczone były wojny. On chciał moje książki składować w piwnicy, co było dla mnie porównywalne do świętokradztwa. 

Czy Wy macie specjalne miejsce dla swoich książek?

sobota, 12 stycznia 2013

Jaką Ty podejmiesz decyzję w ciągu trwającej sekundy?


Dzisiaj nawiązanie do tego o czym pisałam wczoraj. Każda minuta, a nawet sekunda naszego życia jest ważna. Można podjąć w ciągu niej tylko jedna decyzję. Ta decyzja może wpłynąć na całe nasze życie.

Zacznijmy doceniać nasz czas. Przestańmy marnować coś, czego nie da się nadrobić.

https://www.youtube.com/watch?v=RhEEKv7it5w

piątek, 11 stycznia 2013

Jak marnujesz swoje życie?


Moja Joginka, zawsze kiedy leżymy w relaksie (wyciszenie na koniec zajęć) mówi coś motywującego. Tym razem o czerpaniu radości z życia. Powiedziała, że marnujemy swoje życie, robiąc rzeczy które nie dają nam radości, których nie chcemy robić, które powodują, że cierpimy. Utrzymujemy status quo , pomimo kosztów jakie ponosimy i często braku korzyści. A czas każdego z nas jest policzony.
Leżąc tam doszłam do wniosku, że to ja. Ja jestem teraz w takiej sytuacji. W pracy która nie daje mi radości, nie daje satysfakcji, w której niczego się nie uczę, słowem nie mam żadnych korzyści, a mój szef nie zna się na podstawach tego, z czego mnie rozlicza. Jakby tego było mało, nie dostaje wynagrodzenia. Co ja tam jeszcze robię? To już lepiej siedzieć w domu i wysyłać CV niż marnować swój czas, na to, by być nieszczęśliwym człowiekiem.

A Wy? Jesteście szczęśliwymi ludźmi?

czwartek, 10 stycznia 2013

Ile masz czasu dla znajomych?


Niedawno mieliśmy gości z powodu obchodzonych moich urodzin :] Rzadko kogoś do siebie zapraszamy i rzadko spotykamy się u kogoś. Kiedyś tak nie było. Dzisiaj większość znajomych ma dzieci, co dość mocno ogranicza możliwość lawirowania czasowego. Prawie wszyscy jesteśmy po studiach (wyłączając niektórych członków rodziny) więc pracujemy, zazwyczaj do 18:00 a wizja przejechania całego miasta, żeby się spotkać o 20:00 czyli koło 2:00 dotrzeć do domu, gdzie na drugi dzień idziemy do pracy jest mało zachęcająca.W weekendy większość dzieciatych znajomych spotyka się z rodzicami (żeby dzieci miały kontakt z dziadkami), więc możliwość spotkania się, jest naprawdę mocno ograniczona. Nam też zdarza się pracować w weekend albo Tajemniczy chce zwyczajnie poleniuchować...

A Wy? Jak często spotykacie się znajomymi?

wtorek, 8 stycznia 2013

Książka-czy warto poświęcić na nią czas?

Bardzo lubię czytać ale ostatnio nie mam na to czasu. Wypożyczyłam sobie nawet książkę z pracy i gazetę (oczywiście w temacie zawodowym), a w zamiarze miałam kolejne dwie ale stwierdziłam, że jak nie mam czasu na toco  już leży i pokrywa się kurzem, to nie będe komuś blokować możliwości.
Swoją drogą, to jest chyba jedyna rzecz która mi się w tej korporacji podoba-można sobie wypożyczyć książki, gazety i filmy. Uważam, że to swietny pomysł!

A tak z innej beczki-wygrałam dziś konkurs :D i w kolejnym jego etapie, jak się zdecyduję, mogę wygrać kolejną nagrodę. Lubię wygrywać!

Tęsknię za kotem w domu. Z każdym znajdę wpólny język a z miłośnikiem książek tym bardziej ;)

poniedziałek, 7 stycznia 2013

A Ty? Poddajesz się?

Kilka dni temu zobaczyłam fascynujący film. Postanowiłam go tutaj wrzucić.
Wielu z nas ma takie momenty kiedy czuje się źle, przestaje wierzyć w siebie, w swoje możliwości, a to, że inni ocenią nas pozytywnie. Jeśli jedna tak myśl pojawi się w głowie pociąga za soba kolejną. Nie prowadzi to do niczego dobrego. DLatego dzisiaj wklejam ten film-zobaczcie i oceńcie sami czy WARTO WIERZYĆ W SIEBIE?

http://www.youtube.com/watch?v=suTPns5cy_Q

niedziela, 6 stycznia 2013

Towarzystwo spotkane w lesie.

Spacer okazał się bardzo dobrym sposobem na spędzenie tak pięknego dnia, tym bardziej, że mamy duży deficyt słońca. Nie spodziewałam się, że natkniemy się w lesie na wielkie stado dzików (liczące ponad 15 sztuk). Na szczęście nie była to locha z warchlakami, takimi całkiem małymi, były już nieco podrośnięte. Przemieszczały się w niebywale szybkim tempie, w kierunku przeciwnym nić my :]

Później pokusiłam się o kilka zdjęć natury :] To niesamowite, że las żyje sam sobie i potrfai się zmieniać z każdą porą roku, be zniczyjej pomocy.





 



 



sobota, 5 stycznia 2013

Tu i teraz.

Kładąc się wczoraj spać miałam jedno marzenie-wyspać się wreszcie. Nie wstaję do pracy bardzo wcześnie i nie pracuję wybitnie dużo ale od kiedy jestem w tym miejscu czuję się zmęczona. Nie jest to związane z eksploatacją fizyczną czy intelektualną a z tym, że jak tam idę i patrze jak ci ludzie "pracują" to wszystko mi opada i przysłowiowa krew mnie zalewa.

Dlatego cieszę się, że dzisiaj się wyspałam, że Tajemniczy nie obudził mnie wychodząć z łóżka (co zdarza się bardzo często, gdy na nim siada by wstać, nawet wtedy gdy stara się robić to bardzo cicho by mnie nie obudzić). Potem gdy otworzyłam oczy z poczuciem wspaniałego wypoczęcia i widokiem słońca za oknem, Tajemniczy zaproponował spacer leśny. Stoi przede mną zupa mleczna (ryz na mleku, na który mam wielką ochotę)-skończę pisać, zjem i wybieramy się do lasu. Zrobię kilka zdjęć, mozę będzie nam dane zobaczyć sarny, porozmawiamy...Trzeba wykorzystać ten piękny dzień, jutro ma padać.

wtorek, 1 stycznia 2013

Nowy 2013




Bardzo się cieszę, że 2012 rok już się skończył. Był to dla mnie bardzo trudny rok. Pomimo tego, że zdarzyło się wiele pozytywnych rzeczy i odniosłam nie jeden sukces, niestety nie będę wspominać go zbyt dobrze.

Dlatego tak sobie, jak i Wam życzę by Nowy 2013 Rok był zdecydowanie lepszy od jego poprzednika, byście zrealizowali swoje marzenia, wytrwali w postanowieniach, mieli znacznie więcej cierpliwości dla swoich bliskich, a przede wszystkim dostrzegali uroki codzienności.

Jednocześnie bardzo dziekuję tym, którzy wspierają mnie dobrym słowem i pozytywnymi myślami :]