środa, 3 kwietnia 2013

Małe co nieco :)

Było już o kinowych przysmakach, jak i o podwieczorku.
Teraz słodkości-kolejna odsłona.

Już pisałam, że słodycze jadam sporadycznie. Jednak, kiedy Tajemniczego napadnie i kupi coś dobrego nie odmawiam :P
Ostatnio zaskoczył mnie malutką babeczką i choć nie przepadam za lukrem, zjadłam ją z chęcią, zostawiając to, co według Tajemniczego w babce najsmaczniejsze (wspomniany lukier) dla Niego :)





Był to podwieczorek i danie kinowe dwa w jednym :) Dość szybko wtedy wrzuciliśmy sobie film :)
Elfica zabij mnie-nie pamiętam tytułu :P

Lubicie babkę?

wtorek, 2 kwietnia 2013

The right choices.




W temacie ciszy. Miałam dzisiaj oczyszczająca rozmowę w pracy. Pisałam kiedyś, że stanęłam przed murem. 
Nie należę do osób konfliktowych, które lubią rozgrzebywać, podsycać, jątrzyć, plotkować i hodować. Lubię mieć wyjaśnione pewne tematy, szczególnie te, które sprawiają, że przebywanie z drugim człowiekiem przestaje być przyjemne, ba! Przestaje być neutralne.

To sobie dzisiaj pogadałyśmy. Ów pogadanka, wcale nie wyniknęła z mojej inicjatywy. A mianowicie z chęci dowalenia mi. Skoro już zaczęła się rozmowa poruszyłam pewne kwestie.
Ku mojemy zdziwieniu (choć niezbyt wielkiemu) okazało się, że to co jest biłe jest czarne, a to co jest czarne jest białe...Żadne argumenty nie przemawiają, bo są dwie złote wymówki: pracoholizm i "u nas się tak pracuje" (znaczy sie niby w tej firmie, tylko zastanwiający jest fakt, że tak się pracuje tylko w "naszym" dziale, a firma zatrudnia ponad 500 osób).

Nawet się cieszyłam, że koleżanka weszła na ten temat (mniejsza o poziom i motywację), będąc naiwną, że może to coś unaoczni(jej). Rozmowa, która miała do czegos doprowadzić niewątpliwie doprowadziła, do tysięcznych milionowych rzucanych kurw, chujów i choler.

Dla jasności-dziewczyna ma 25 lat, jest dwa lata lub rok po studiach i ma półtoraroczne dziecko. I nie pracujemy w dziale robotniczym ani pod budką z piwem, jak mogłoby się Wam po ptrzeczytaniu tego wydawać.

Nie wiem czy ta rozmowa cokolwiek zmieni. wylewanie na kogoś frustracji za bark poczucia bycia docenionym, za ciągłe zmeczenie pracą po 12h/24h na włase życzenie, z powodu braku umiejętności trzymania się stworzonych przez siebie (o ironio!!) procedur i bycia asertywnym, nie rozwiązuje niczego. Jedynie daje JEJ ulgę na chwilę.

Czy ja mam w dowodzie WOREK TRENINGOWY?

Fakt, że po tej dyskusji, która odbywała się przy świadkach (osoby z działu) atmosfera była bardzo oczyszczona, nikt nie plotkował, nie przeklinał, nie wylewał z siebie frustracji w eter-tylko WSZYSCY PRACOWALI. Czy ten stan utrzyma się dłużej? Tego nie wiem...

W żadnej firmie w moim życiu nie spotakałam się z takim brakiem szacunku, agresją, chamstwem, jątrzeniem czyiś niepowodzeń i ciągłego plotkowania o kimś, by się dowartościować i pokazać sobie, że ma się choć trochę lepie (albo, ze ten ktoś sobie zasłużył na to, co go spotkało).

Dla mnie jest to dramat tych czasów...dramat ludzi wykształconych (choć jak widać nie dla wszystkich).